Ten temat wałkowany był już przez wiele osób, ale postanowiłam dorzucić swoje trzy grosze. Ostatnio znajomy poruszył kwestię zakazu sprzedawania słodyczy i innych niezdrowych produktów w sklepikach. Stwierdził, że to przesada, że Ministerstwo nawet drożdżówek nie oszczędziło i przez to jest małostkowe.

Nie odzywałam się, bo owego znajomego bardzo lubię i cenię, ale patrząc z perspektywy nauczyciela, byłego młodocianego grubaska i osoby, która dba o zdrowie i sylwetkę mam inne zdanie na ten temat.

2

CZY SKLEPIK ZE SŁODYCZAMI JEST POTRZEBNY UCZNIOM?

W szkole mojej znajomej (mała, wiejska placówka) z powodu dużych ograniczeń, które narzuciło Ministerstwo sklepik został zamknięty. Z tego, co wiem nie było żadnych protestów, pikiet i skarg rodziców. Co więcej, dzieci codziennie przynoszą do szkoły kanapki i „coś słodkiego”. Ale nie są ta wielkie batony, paczki ciastek, czy chipsów, tylko 1-2 małe cukiereczki na osłodę dnia. Dodatkowo rodzice nie słyszą już w domu „Mama, daj na coś słodkiego” i nie muszą wyrzucać niedojedzonych drugich śniadań.

Czy nie o taką zmianę chodziło? Przecież obowiązkiem każdego rodzica jest przygotowanie dziecku drugiego śniadania do szkoły i jeśli uważa, że jego dziecko aż tak bardzo cierpi z powodu braku słodyczy w sklepiku, to równie dobrze może mu zapakować te buły i batony do plecaka.

CO MOŻE RODZIC?

Świadomy rodzic powinien cieszyć się z nowych zasad. Dając dziecku pieniądze „na sklepik” nie tylko skazuje swoje dziecko na jedzenie śmieci, ale także poważnie narusza swój budżet. Upieczenie zdrowych ciasteczek, muffinek czy drożdżówek będzie dużo tańsze niż codzienne dawanie dzieciakowi kasy na słodkości. Nie mówiąc o tym, że nie będzie ospałe na zajęciach i nie będzie mu grozić otyłość.

Poniżej podaję kilka linków do artykułów z świetnymi pomysłami na drugie śniadanie. Mamy też mogą skorzystać i wprowadzić zdrowsze nawyki żywieniowe w domu.

TUTAJ

TUTAJ

TUTAJ

DLACZEGO SŁYSZYMY TYLE PROTESTÓW?

Wydaje mi się, że nie umiemy znieść myśli, że czegoś nam się zabrania. Nawet jeśli jest to dla naszego dobra. Dodatkowo, kiedyś ludzie nie mieli tak łatwego dostępu do słodyczy, więc jedli ich bardzo mało. Więc teraz, kiedy kupić można dosłownie wszystko, rodzice nie potrafią odmówić swoim dzieciom, bo przecież oni tego mieć nie mogli.

Kolejnym powodem jest nasze LENISTWO. Bo komu się chce siedzieć w kuchni i pichcić, jeśli wszystko można kupić w sklepie? Można wstać rano, pójść do piekarni i kupić bułeczki dla dziecka, a ono będzie szczęśliwe, bo przecież jedzenie słodkości je uszczęśliwia. Nie czas spędzony z rodzicami na graniu w gry planszowe, jeżdżeniu na rowerze, czy wspólnym gotowaniu.

WSZYSTKO DLA LUDZI

Oczywiście, wszystko jest dla ludzi. Mi też zdarza się zjeść ciasto ze sklepu, całą czekoladę za jednym posiedzeniem (o taaak!) i pójść na kebaba. Chodzi o to, że zdarza mi się to raz na jakiś czas, bo mam umiar i silną wolę. A dziecko niezbyt. Rzadko które odmówi sobie kupienia batona, chipsów, czy paczki ciastek, bo dzisiaj już zjadło za dużo. Zatem dlaczego w szkole ma uczyć się złych nawyków? W domu rodzice zdecydują, czy dać dziecku słodkości i w jakiej ilości, a szkoła niech pozostanie miejscem, gdzie się uczy, gdzie wpaja mu się pozytywne nawyki, a nie namawia do jedzenia niezdrowych rzeczy.

JAKA JEST WASZA OPINIA?

Wiem, że temat jest dość kontrowersyjny, dlatego ciekawi mnie jakie Wy macie zdanie na ten temat? Dajcie znać w komentarzach jakie jest Wasze stanowisko w tej kwestii.

Marta

Hej! Nazywam się Marta i jestem tutaj, żeby podzielić się z Tobą moją miłością do gotowania, zdrowego stylu życia i sportu. Poza tym chciałabym zarazić Cię pozytywnym myśleniem i wiarą w to, że możesz wszystko! Prywatnie jestem mamą 2,5-letniej Jagódki i żoną swojego męża :). Zapraszam Cię do mojego fit świata!

Dołącz do mnie
Facebook
Instagram
Something is wrong.
Instagram token error.
Newsletter

Zachęcam do zapisania się na newsletter Pipilotki. Informacje o nowych wpisach prosto na Twoją skrzynkę!


Archiwum


X